[May 08, 02:47 PM]
Świąteczna majówka
Za nami jeden z kilku w Polsce „długich weekendów”. Dni 1, 2 i 3 maja od wielu lat kojarzą się z nieformalnymi urlopami, majówkami, wiosennymi „grillami” na powietrzu i pierwszymi w sezonie ogniskami, ale nie zatraciły też pierwotnego charakteru: pamięci o Konstytucji, Fladze i Międzynarodowym Dniu Pracy.
Międzynarodowe Święto Pracy zostało ustalone jeszcze w 1890r. dla upamiętnienia wydarzeń rozegranych w Chicago, w zakładach maszyn rolniczych McCormick Harvesting Machine Company. Robotnicy amerykańscy domagali się wówczas 8 –godzinnego dnia pracy, a za bunt obejmujący kilkadziesiąt tysięcy osób, zapłacili wysoką cenę: już pierwszego dnia w starciach z policją zginęły cztery osoby, a następne dni przynosiły coraz więcej ofiar. W Polsce bardzo długo dzień solidarności pracowników i pracodawców kojarzył się niestety z przymusowymi, komunistycznymi pochodami, które na długo po upadku reżimu zniechęciły Polaków do dnia 1 Maja. Wiele osób do dzisiaj woli świętować „opozycyjnie” – dzień Św. Józefa Robotnika w kościele rzymskokatolickim niż Dzień Pracy.
Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej przypadający na 2 maja jest najmłodszym świętem. Został ustalony zaledwie 4 lata temu, w 2004 r., a datę wybrano również nieprzypadkowo. W latach systemu komunistycznego 2 maja władze bardzo ostro pilnowały, aby zwinąć wszystkie flagi polskie przed dniem następnym, tj. 3 maja – rocznicą uchwalenia polskiej Konstytucji Niepodległościowej. Świętowanie 3 Maja było wtedy zniesione i surowo zakazane. Obecnie w Polsce weekend majowy obfituje w rocznicowe spotkania, mniej lub bardziej uroczyste. Tegoroczny Dzień Pracy stał się okazją do przeprowadzenia wielu marszy i manifestacji, które w większości organizowały ugrupowania lewicowe. Największy przemarsz, złożony z członków OPZZ, SLD, SDPL, Unii Pracy i Racji Polskiej Lewicy odbył się w Warszawie pod hasłem „Najpierw człowiek, potem zysk.” Przewodniczący OPZZ Jan Guz podkreślał, że lewica dopomina się o „godnie wynagradzaną pracę, właściwe świadczenia socjalne oraz prawa emerytów i rencistów.” Nie zabrakło także tradycyjnych już kukieł – w tym roku stworzono prawie dwumetrową podobiznę premiera Tuska. Pierwszomajowe manifestacje odbyły się także w innych dużych miastach polskich, m.in. w Poznaniu, Lublinie, Łodzi, Płocku, Białymstoku, Kielcach i Katowicach. Na szczególną uwagę zasługuje pochód katowicki, w którym uczestniczyli bezdomni i bezrobotni – „proletariat dzisiejszych czasów” – jak sami o sobie powiedzieli. Ten nietypowy marsz zorganizowało Górnośląskie Towarzystwo Charytatywne, które uzasadniało: „W naszym rozumieniu jest to dzień protestu przeciwko dyskryminacji osób pokrzywdzonych - przez rządy, przez ustrój, przez społeczeństwo.” 1 Maja stał się też okazją do wypowiedzi nieco kontrowersyjnych. Do takich zaliczyć można happening grupy „Naszość” z Poznania, która przebrana za japońskich samurajów zakłócała pochody okrzykami: „Pierwszy maja dniem samuraja”. Organizatorzy tłumaczyli ten nietypowy pomysł: „ Uważamy, że w obecnej sytuacji politycznej postkomunistycznej lewicy jedynym dobrym dla niej rozwiązaniem jest rytualne seppuku. Partia nie ma poparcia i łączy się przez podział. Towarzyszu, w wolnej chwili weź i popełnij hara-kiri.” Do oryginalnych wieców można zaliczyć także ten zorganizowany przez ekologiczną partię „Zielonych”, czy przez „Młodzież Wszechpolską”, defilującą w bojowym szyku przez centrum stolicy.
Pierwsze dni maja przyniosły Polakom również orędzie premiera Donalda Tuska do narodu. W wystąpieniu podkreślał on sytuację dwóch grup wiekowych: dzieci i osób po 50 roku życia. Tym pierwszym obiecał „gwarantowany ciepły posiłek” w szkolnych stołówkach, a także wyrównanie dostępu do nowości technologicznych, mówił m.in.: „We współczesnym świecie nawet najlepszy polski uczeń przegra rywalizację z kolegą z zachodu, jeśli komputer i Internet nie będą dla niego środowiskiem naturalnym”. Emerytom i osobom, które zbliżają się do wieku emerytalnego przypomniał o rządowym programie „aktywizacji zawodowej” oraz obiecał utworzenie tzw. „rezerwy emerytalnej”, przy kolejnym etapie prywatyzacji. Nie zabrakło więc obietnic, ale nie padło nawet słowo na temat odebranemu nauczycielom prawa do wcześniejszych emerytur, lub podsumowania dotychczasowych osiągnięć rządu Tuska. Z kolei prezydent Lech Kaczyński świąteczne dni wykorzystał do pozdrowienia Polonii na całym świecie (2 Maja pełni także funkcję międzynarodowego święta Polonii). W telewizyjnej rozmowie powiedział: „Bądźcie szczęśliwi tam, gdzie jesteście, ale bądźcie też zawsze dobrymi Polakami.”
Polsce przybyło generałów
3 Maja polskiej armii przybyło generałów. Nominacje generalskie odebrali: Bogusław Samol, Andrzej Fałkowski (odpowiedzialny za finanse MON, kandydujący do stanowiska w NATO, które wymaga dwóch generalskich gwiazdek) oraz Zygmunt Mierczyk z Wojskowej Akademii Technicznej, pełniący tam funkcję rektora.
Od wielu lat nie zdarzyła się jednak sytuacja taka, jaka miała miejsce kilka dni temu. Prezydent Kaczyński, który jest najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych kraju i który ma wyłączne prawo nadawania awansów na stopień generała, odrzucił aż 12 kandydatur przedstawionych mu przez MON. W przypadku kilku osób można nawet domyślać się przyczyn: wiceadmirał Tomasz Mathea - zastępca szefa sztabu generalnego kończył Akademię Morską w Leningradzie i już drugi raz nie został przez prezydenta zaakceptowany; dowódca 3. flotylli, komandor Marek Kerzyk, jako specjalista od techniki rakietowej sprowadzał nowe okręty do polskiej floty z ZSRR; pierwszymi odrzuconymi byli natomiast Artur Kołosowski (szef sekretariatu ministra obrony narodowej Bogdana Klicha) oraz Krzysztof Parulski (szef prokuratury wojskowej, który w przeszłości protestował wobec nadużyć PiS w prokuraturze). Reszta nieprzyjętych osób została określona nieoficjalnie, jako „wojskowi biurokraci" i „przyjaciele ministra Klicha". Oczywiście oficjalne powody odmowy prezydenta nie są znane.
Pewne jest, że całe zajście jest porażką dla Bogdana Klicha, a przede wszystkim podważeniem jego kompetencji i umiejętności. Mimo tego, bezpośrednia rozmowa jaka odbyła się między nim a Lechem Kaczyńskim miała charakter zdecydowanie poprawny i przebiegła w dobrej atmosferze. Prezydent uzasadniał, że polska armia ma już 127 generałów: „Ja bym nie chciał wkroczyć w taką sytuację, w której na mniej niż 1 tys. żołnierzy będzie przypadał jeden generał, a jesteśmy tego bardzo blisko" - stwierdził - „Dla mnie generał to niezwykle ważna osoba". Nie zaprzeczył jednak, że do rozmów na ten temat jeszcze wróci. Z kolei Bogdan Klich na konferencji prasowej mówił: „Jestem głęboko przekonany, że to, co się wydarzyło wokół nominacji generalskich, jest raczej efektem działań środowiska, które współpracuje z panem prezydentem, a nie samego pana prezydenta. Mnie z prezydentem współpracuje się dobrze".
Trzech nowych generałów świętowało awanse 3 Maja, podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim.
Monika Sylwia Lewińska


