[May 08, 03:07 PM]
Drodzy Państwo!
Jakiś czas temu pisałem o pracy i o godności w relacji pracownik-pracodawca. Temat znany jest również z naszego chicagowskiego podwórka. Wiele osób ściera się niemal codziennie z tzw. „gumowymi czekami”, które są odpowiedzią na ich ciężką pracę, często w urągających warunkach. Znam ludzi, którzy po kilka tygodni pracują bez wypłaty i generalnie nie mają widoków na jej otrzymanie.
Gdzie się podziała logika ludzi, którzy przyjeżdżając do obcego kraju dają się wykorzystywać przez nieodpowiedzialnych i niepoważnych pracodawców? Ktoś mi odpowiedział, że pozostawili ją w Polsce wraz z rodzinami, wobec których kiedyś mieli jeszcze jakieś zobowiązania... To oczywiście jedna strona kija, który ma oczywiście dwa końce. Szczególnie na emigracji trudno jest te dwa końce ze sobą połączyć.
Jedni pracują, ponieważ w pracy widzą jedyny sens życia, inni wciąż mają nadzieję, że swoją uczciwością i zaangażowaniem pokażą pracodawcy jedynie słuszną drogę, jeszcze inni pracują, bo ugrzęźli w całej tej sytuacji i wątpią w swoje możliwości znalezienia kolejnej pracy. Dla kogoś, kto nie zna języka może to być problem. Znakomicie potrafią to wykorzystać polskojęzyczni pracodawcy, dla których tacy ludzie to po prostu tania a również i darmowa siła robocza.
Zastanawiałem się jak zachowaliby się Ci sami ludzie, oszukani przez pracodawcę na obczyźnie we własnym kraju. Odeszliby ze spuszczoną głową, czy może próbowaliby postawić na swoim? W kraju, gdzie problemy z pracą ma połowa społeczeństwa trudno szukać normalnej odpowiedzi. Bo i warunki na rynku pracy stały się anormalne. Przenosząc sytuację na polonijny rynek zaobserwować można te same zachowania, zarówno ze strony pracodawców jak i pracowników. W czasach komunistycznych w każdym zakładzie pracy zatrudniony był BHP-owiec, który pilnował czy pracownikowi nie dzieje się krzywda. Na pewno wiele osób poszukujących szczęścia w tym kraju niejednokrotnie zatęskniło za tą funkcją...
Życzę miłej lektury.
Wojciech Laskowski


