Teksty autorskie

Monika Lewińska:

Polityka jest kobietą

Początek końca systemu edukacji? Przez lata, maj i kwitnące kasztany kojarzyły się z trudnym, ale i pięknym okresem wkraczania w dorosłość – zdawaniem egzaminów maturalnych. Od kilku lat ta pora zaczyna przybierać ciemniejsze barwy, bo matury staja się coraz częściej...

Komentarze (0)

Monika Lewińska:

Polityka jest kobietą

Krok do przodu w sprawie „Nangar Khel” W ubiegły piątek ( 9 maja br.) Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrzył po raz kolejny wniosek prokuratury w sprawie aresztowanych „żołnierzy z Nanger Khel.” Czterech z nich musi pozostać w areszcie do 13...

Komentarze (0)

Anna Frontczak:

Wymagania od kandydatów na amerykańską uczelnię

Słowa wybitnego średniowiecznego filozofa Augustyna „Rób, co chcesz” nie oznaczają egoistycznej postawy do świata i innych ludzi. Dla niego miłość jest uczuciem nadrzędnym, a ponieważ kojarzy się ona z dobrem, to życie przepełnione miłością, bez względu na to, co się w nim robi, musi być, przede...

Komentarze (0)

Anna Frontczak:

Planowanie naszej kariery zawodowej

W planowaniu naszej kariery bardzo ważne jest wytyczanie celów, które zamierzamy osiągnąć. Wyznaczenie celów na najbliższy rok, miesiąc, tydzień powinno zostać poprzedzone zadumą nad swoją własną misją życiową. Sprecyzowanie swojej własnej wizji przyszłości pozwala na...

Komentarze (0)

Monika Lewińska:

Polityka jest kobietą

Lody i służba zdrowia Od kilku dni trwa zażarta dyskusja miedzy liderami partii rządzącej (PO) i opozycyjnej (PiS), dotycząca prywatyzacji szpitali. Wszystko przez artykuł opublikowany w ogólnopolskim dzienniku opinii „Rzeczpospolita”....

Komentarze (0)

Archiwum \ 2008-05-01 \ Polityka jest kobietą

Monika Lewińska
Monika Lewińska : Polityka jest kobietą

[May 08, 03:21 PM]

Kryminalne układy

Ta wstrząsająca historia nie jest jedynie zdarzeniem kryminalnym. Wskazuje na wielką nieudolność polskiej policji oraz naszego wymiaru sprawiedliwości. Co gorsza, pewne poszlaki wskazują na powiązania grup przestępczych ze środowiskiem politycznym SLD.

Historia Krzysztofa Olewnika (26 l.) nie znika z pierwszych stron gazet od wielu dni. W październiku 2001r. chłopak został uprowadzony przez porywaczy, którzy zażądali za niego 300 tysięcy dolarów okupu. I choć przerażona rodzina zebrała kwotę w ciągu trzech tygodni, przestępcom koncepcja co do sprawy zmieniła się – pieniądze odebrali dopiero dwa lata później, po roku całkowitego milczenia. W tym czasie bandyci przetrzymywali chłopaka w piwnicy letniskowego domu Wojciecha F. – szefa gangu, który ukartował porwanie. „Jeden łańcuch miał na głowie, drugi na nodze. Zarośnięty był bardzo. Chociaż F. dwa razy go strzygł, a mnie kazał wynosić włosy. Wynosiłem je w reklamówkach, otwierałem powoli, tak żeby wiatr je rozwiał” – zeznał później w sądzie Sławomir Kościuk, pierwszy z przestępców, który się złamał i zaczął składać zeznania. Po otrzymaniu okupu, porywacze przewieźli Krzysztofa do betonowego szamba, gdzie zginął, po dwóch latach nieprawdopodobnych męczarni.

Od pierwszych momentów porwania, aż do śmierci ofiary, jego rodzina nie ustawała w próbach wykrycia sprawców i uwolnienia Krzysztofa. Zawiadamiali kolejno: prokuraturę w rodzinnej miejscowości, w Sierpcach pod Płockiem, Komendę Główną w Płocku, prywatnego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, Prokuraturę Okręgową w Warszawie, kolejnych urzędników i ministrów, m.in. Andrzeja Brachmańskiego, Andrzeja Piłata, Zbigniewa Siemiątkowskiego. Dopiero prokurator Janusz Kaczmarek przeniósł sprawę do Olsztyna, po długim czasie nieudolnych poszukiwań prokuratury warszawskiej. Rodzina Olewników mówi dziś głośno i wyraźnie: „Gdyby prowadzono sprawę jak należy, syn by żył”. Przytaczają dziesiątki dowodów na zaniedbania policji i kolejnych prokuratorów: niezabezpieczenie śladów porwania, odcisków palców, nienagrywanie rozmów telefonicznych od bandytów, ignorowanie wskazówek, które raz po raz się pojawiały, np. powtarzającego się numeru telefonu, anonimowego listu, w którym ktoś wymienia miejsce przetrzymywania Krzysztofa i kilka nazwisk, w końcu „przypadkową” kradzież policyjnego samochodu wraz z dziesiątkami akt sprawy Krzysztofa. Przed kamerami siostra i ojciec chłopaka żalili się: „Prokurator z Warszawy wmawiał nam, że moja córka utrzymuje kontakt z Krzysiem i wysyłają do siebie esemesy. A porwanie moje dzieci ukartowały, by wyciągnąć pieniądze. Okazało się, że miał fałszywe billingi albo nie potrafił ich zinterpretować. (…) Chcieli skłócić rodzinę. Śledczy lekceważyli dowody, które same pchały im się w ręce. (…) Wykonywali śledztwo tak, jakby im zależało, żeby Krzysia nie znaleźć.”

Tym tropem, który na pierwszy rzut oka wydaje się absurdalny, rodzina powoli zaczyna dociekać podłoża porwania. Włodzimierz Olewnik to znany w województwie mazowieckim biznesmen, właściciel dużych i dochodowych zakładów mięsnych. Twierdzi, że tuż przed tragedią jego syna, niektórzy politycy SLD proponowali mu pewne „układy”, które z moralnością miały niewiele wspólnego. Ojciec Krzysztofa mówi: „nie mieli na mnie haków, to chcieli zdobyć szantażem”. Opowiada szczególnie o Grzegorzu Korytkowskim (szef SLD w Sierpcach), który brał pieniądze w zamian za pomoc w odbiciu Krzysztofa. Kolejnym podejrzanym jest Andrzej Ł. – jeden z kontrahentów firmy Olewnika, również członek SLD. Oczywiście, nawet gdy okaże się, że rzeczywiście politycy maczali palce w porwaniu, to bezpośrednimi wykonawcami zbrodni nie byli. Nazwiska bandytów są znane dzięki zeznaniom wspomnianego już Kościuka. Byli to: Robert Pazik, Ireneusz Piotrowski, Piotr Sokołowski, Cezary Witkowski, Artur Rechul, Stanisław Owsianko oraz szef – Wojciech Franiuk. Prokuratura postanowiła podać ich nazwiska do wiadomości publicznej, jako część kary za szczególnie okrutne zabójstwo. Oprócz nich zatrzymano trzech policjantów, których nieoficjalnie oskarżono o celowe błędy i zaniedbania w śledztwie Krzysztofa Olewnika.

Pięć lat po tragedii znaleziono ciało okrutnie zamordowanego chłopaka, tylko dzięki zeznaniom skruszonego bandyty. Tylko dzięki uporowi niektórych mediów, a przede wszystkim rodziny ofiary, doprowadzono do nagłośnienia sprawy i wszczęcia śledztwa wyjaśniającego przez CBŚ. Ale trudno mieć pewność, że w końcu nastały czasy sprawiedliwości: w pojedynczych celach w przedziwny sposób powiesili się dwaj skazani na dożywocie bandyci: Wojciech F. (w czerwcu) i Sławomir K.( w kwietniu, kilka tygodni temu), którzy wiedzieli o sprawie najwięcej i mieli znajomości w policji. Pytanie: powiesili się czy jednak ktoś im pomógł?

Włodzimierz Olewnik jest jednak zdeterminowany i mówi: „Ława oskarżonych była za krótka. Tym, którzy porwanie zlecili, a potem tak pociągali za sznurki, żeby sprawa nigdy się nie wydała, włos dotąd nie spadł z głowy. Ale powinni się bać, bo mnie przy życiu trzyma teraz tylko jedno: dopaść ich.” Pozostaje mieć nadzieję, że równie zdeterminowane są polskie organy ścigania i prokuratorzy, i tak skompromitowani w tej sprawie do cna.

Konfliktowa nominacja

W sobotę, 26 kwietnia odbył się uroczysty ingres nowego metropolity gdańskiego. Został nim Abp Sławoj Leszek Głódź. To druga w ostatnich latach nominacja arcybiskupia, po Abp Stanisławie Wielgusie, wywołująca tak wiele emocji w świecie polityki.

Abp Głódź bardzo długo, przez 13 lat, pełnił funkcję biskupa polowego Wojska Polskiego, a przez ostatnie cztery lata funkcję biskupa diecezji warszawsko-praskiej. Zasłynął z konserwatywnych, proprawicowych poglądów i sympatii do Radia Maryja. Stoi na czele Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, a także Zespołu ds. Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja, jest również członkiem Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski. Właśnie te sympatie w głównej mierze spowodowały falę sprzeciwów wobec jego nominacji. Były prezydent, Lech Wałęsa, który nie kryje się z niechęcią co do PiS-u i konserwatywno – chrześcijańskiego środowiska, wypowiadał się wprost: „Głódź to jest nieszczęście dla tej diecezji, pokaranie.” Podobno gdy pozostała inteligencja gdańska dowiedziała się o tej nominacji, chciała nawet wnioskować do samego papieża Benedykta XVI o zmianę metropolity, ale z pomysłu zrezygnowała. Zarzuca jednak Głodziowi m.in. eurosceptycyzm, sympatie dla Radia Maryja, upolitycznianie Kościoła oraz model duszpasterski ukształtowany w okresie, gdy był biskupem polowym Wojska Polskiego. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że nawet ustępujący miejsca Abp Tadeusz Gocłowski wysłał do Watykanu pismo wyjaśniające, że: „ (…) z racji społecznych i historycznych archidiecezja gdańska potrzebuje biskupa o innym modelu duszpasterskim, niż reprezentuje abp Głódź.”

Mimo tych głosów, papież nominację podtrzymał. Podczas uroczystości obecnych było kilka tysięcy gdańszczan, oraz specjalni goście: Lech Kaczyński, Tadeusz Cymański, o. Tadeusz Rydzyk, Janusz Śniadek, Bogdan Borusewicz oraz Prymas Glemp i inni metropolici polscy. Zabrakło przedstawicieli frakcji PO czy SLD…choć nie do końca. Pojawiła się bowiem młodzieżówka lewicowa, która obraźliwymi okrzykami starała się zakłócić porządek uroczystości. Młodzi lewicowcy trzymali transparenty z hasłami: „Głódź na głodzie - zrzuć się na flaszkę” albo „Głódź gustuje w wódce. W wojsku przepił wszystkich”. Prawicowcy nie pozostawali jednak im dłużni i gwizdali z całej mocy zawsze wtedy, gdy na telebimie pojawiał się Lech Wałęsa (również obecny na ingresie). Być może dlatego, były prezydent wyszedł z uroczystości wcześniej, zanim zakończono mszę świętą.

Oficjalnie ani Abp Gocłowski, ani żaden inny wysoki przedstawiciel kościoła katolickiego nie wypowiada się krytycznie. Wszyscy natomiast podkreślają, że kościół z natury nie jest powiązany z polityką i nie powinno się żadnych papieskich decyzji w ten sposób odczytywać. Podczas uroczystości również nie padło żadne zdanie, które odnosiłoby się do konfliktów. Nowy metropolita zaznaczał tylko: „Do Kościoła gdańskiego przychodzę z biskupim hasłem „Milito pro Christo” – walczę dla Chrystusa, bo bojowanie o Chrystusa orężem miłości i prawdy nigdy nie jest skończone.”

Monika Sylwia Lewińska

Zarejestruj się Skomentuj artykuł