Teksty autorskie

Przemysław Ziółek:

Przyszły tłumy… ale wielkie zaskoczenie

Za nami kolejna Noc Muzeów. Spotkania organizowane w Polsce po raz piąty, a w Europie – dwunasty nie odkryły niczego specjalnego. Znaczy nie odkryły niczego specjalnego z socjologicznego punktu widzenia. Bo z punktu widzenia osoby, która chce pogłębiać swoją wiedzę z historii...

Komentarze (0)

Wojciech Laskowski:

Od redaktora

Drodzy Państwo! Bardzo znaczącym elementem wychowania w polskim społeczeństwie jest, a raczej był trzypokoleniowy model rodziny. Na przestrzeni dziejów funkcjonował on doskonale, bez względu na sytuację polityczną czy gospodarczą w naszym kraju, aż po czasy współczesne. Od...

Komentarze (0)

Przemysław Ziółek:

Mało chętnych na kulturę

„Gwarancje Kultury” przyznawane przez TVP Kulturę na nowo wywołały dyskusję o sensie tworzenia w Polsce telewizyjnych programów kulturalnych. Nagrody te udowadniają bowiem, że z kulturą w Polsce nie jest aż tak źle. Ofertę kulturalną w telewizji też mamy niezłą. TVP Kultura to...

Komentarze (0)

Anna Frontczak:

Kształtowanie naszego charakteru i rozwijanie naszej osobowości

Cele i zadania kształcenia młodzieży na poziomie szkoły wyższej były i są zawsze postrzegane jako jeden z podstawowych przedmiotów badań w zakresie dydaktyki szkół wyższych. Nauka domaga się takiego ukształtowania edukacji we wszystkich kierunkach, aby można było wykorzystać...

Komentarze (0)

Anna Frontczak:

Mama to jeden z najlepszych przyjaciół dla wielu z nas wspierający nas w dalszej edukacji

Dzień Matki to święto macierzyństwa i kobiecości. Święto to posiada bardzo głęboką tradycję sięgającą jeszcze starożytnych Rzymian i Greków. Kultem otaczane były Matki Boginie, będące symbolem płodności i urodzaju, początkiem wszelkiego życia. Prym wiodła Rea, żona Kronosa, która...

Komentarze (0)

Archiwum \ 2008-05-15 \ Mało chętnych na kulturę

Przemysław Ziółek
Przemysław Ziółek : Mało chętnych na kulturę

[May 15, 03:30 PM]

„Gwarancje Kultury” przyznawane przez TVP Kulturę na nowo wywołały dyskusję o sensie tworzenia w Polsce telewizyjnych programów kulturalnych. Nagrody te udowadniają bowiem, że z kulturą w Polsce nie jest aż tak źle. Ofertę kulturalną w telewizji też mamy niezłą. TVP Kultura to etatowy zdobywca najwyższych laurów. Nie było chyba w ostatnich 2-3 latach żadnego konkursu organizowanego w Europie, z którego twórcy programów emitowanych w tej stacji nie wyjechaliby chociażby z niewielkim wyróżnieniem. Oczywiście, przeważnie są to pierwsze i drugie miejsca. Dlatego jako eksperci w tej dziedzinie i z okazji trzecich urodzin swojej stacji tym razem sami wręczali nagrody. Statuetki trafiły do Piotra Cieplaka (reżyser przedstawienia "Opowiadania dla dzieci"), Tomasza Wiszniewskiego (za film "Wszystko będzie dobrze"), Pawła Mykietyna (za swoje kompozycje muzyki poważnej), Jarosława Marka Rymkiewicza (za zbiór esejów "Wieszanie"), Artura Żmijewskiego (w kategorii "Kultura Alternatywna i Sztuki Wizualne"), Macieja Obary (za swoją jazzową płytę "Message From Ohio") i Polskiego Wydawnictwa Audiowizualnego (za "Antologię polskiej animacji dla dzieci"). Niektórzy wyróżnieni odebrali nagrody osobiście. Inni nie pojawili się na uroczystej gali. Jedną z takich osób był poeta Jarosław Marek Rymkiewicz. I to jego słowa wywołały dyskusję o sensie tworzenia telewizyjnych programów kulturalnych. W odczytanym na gali liście napisał on bowiem, że nie pojawia się od kilkunastu lat w telewizji, bo w Polsce od 1989 roku (a jeszcze wcześniej w całej Europie) telewizja nie upowszechnia prawdziwej kultury tylko popkulturę, czyli – według niego – tę której zadaniem jest zaspokajanie najniższych potrzeb duchowych. "Pop-kultura rodzi się z pogardy, z niechęci do wszystkich wyższych potrzeb ducha" – napisał i zaszokował niektórych przybyłych na galę „Gwarancji Kultury”. Oczywiście, od razu znalazła się grupa osób która nie zgodziła się z jego śmiałą tezą. Ale była i taka, która przyznała poecie rację. Ci drudzy słusznie zauważyli, że programy kulturalne w polskiej telewizji muszą walczyć o widza na równi z innymi programami. Dopóki nie skłonią się w tej konfrontacji w stronę ogólnych gustów skupionych wokół popkultury, dopóty będą stały na przegranej pozycji. Bo poważne programy mało kto ma ochotę oglądać. Z kolei jeśli twórcy programów kulturalnych skłonią się ku popkulturze i zaczną ją popularyzować, potwierdzą słowa Rymkiewicza. Owszem, jest rozwiązanie idealne – telewizja stricte kulturalna, która będzie nadawała programy z wyższej półki. Dokładnie coś na kształt TVP Kultura. Chcesz oglądać kulturę z wyższej półki to przełączasz program właśnie na taką stację. Problem jednak w tym, że Polacy dość niechętnie przełączają pilotem na takie stacje. TVP Kultura w ciągu trzech lat swojej obecności dorobiła się zaledwie 0,15 procenta widzów, czyli nawet mniej niż wynosi błąd statystyczny i gdyby nie garnuszek Telewizji Polskiej na którym żyje pewnie już dawno zniknęłaby z eteru. Albo chcąc przetrwać zmieniła format na stację muzyczną pokroju MTV czy Viva. Przy czym trzeba zaznaczyć, że mizerna jak na stacje informacyjne ilość widzów, w przypadku TVP Kultura jest sporym osiągnięciem. Jaki więc z tego wniosek? Niestety, chyba taki że z oglądaniem kultury w telewizji przez Polaków jest tak jak z innymi sondażami w naszym kraju. Na pytanie, czy chcielibyśmy ją oglądać – odpowiadamy, że tak. No bo w końcu to siara nie interesować się kulturą. Gdy jednak przychodzi do konkretów i możemy oglądać taką telewizję, to wybieramy inne programy. A pytani dlaczego nie oglądamy tej telewizji, odpowiadamy że nie odpowiadają nam poruszane przez nią tematy. Jak byśmy w ogóle kiedykolwiek zboczyli na te programy. Trochę to zakręcone i dziwne. Najgorsze jednak jest to, że aby zmienić takie zachowania potrzeba będzie wielu lat. Wielu lat, w których próby tworzenia telewizji kulturalnej z bogatą i różnorodną ofertą przypominać będą walenie głową w mur. Nawet bowiem najlepszy program nie zagwarantuje rzeszy widzów przed ekranem. Miejmy jednak nadzieję, że zapaleńców nie zabraknie, bo chyba tylko oni mogą sobie z tym poradzić. Chłodne kalkulacje i liczenie na szybki zysk nie zdadzą się tu na nic.

Swoją drogą, nie tylko polskie stacje kulturalne muszą uzbroić się w cierpliwość. Jak podała ostatnio jedna z europejskich agend, Observatoire Européen de l'audiovisuel, w Unii Europejskiej spada zainteresowanie kinem. Na przykład w Hiszpanii, Francja i Niemczech. U naszych zachodnich sąsiadów zainteresowanie kinem w ciągu roku zmniejszyło się aż o 8,2 procenta. We Francji i Hiszpanii, odpowiednio o 5,9 i 3,9 procenta. To sporo. Na tyle dużo, że rekordowy wzrost popularności kina we Włoszech (o 13 procent) i w Wielkiej Brytanii (o 3,7 procenta) nie zdołał poprawić statystyk i w sumie w całej Unii Europejskiej w ubiegłym roku przed dużym ekranem zasiadło o 1,3 procenta mniej widzów niż rok wcześniej.

Sytuacja nie wygląda lepiej także w przypadku produkcji filmowej. A przecież to od niej zależy zainteresowanie kinem jako takim. Co prawda w 2007 roku Europejczycy mieli do wyboru o 10 więcej filmów ze Starego Kontynentu (921 tytułów w stosunku do 911) niż rok wcześniej, jednak dane te nie pokazują całej prawdy. Okazuje się bowiem, że w najnowszym raporcie po raz pierwszy brany był dorobek Bułgarii i Rumunii. Czyli gdybyśmy nie liczyli ich produkcji to de facto kraje Unii Europejskiej występujące w raporcie za 2006 i 2007 rok wyprodukowały mniej filmów niż rok wcześniej.

Powiecie Państwo, po jaką cholerę przytacza on nam te dane. Przecież widownia o 1,3 procenta mniejsza niż rok wcześniej to jeszcze nie tragedia. Rzeczywiście, to nie koniec świata. Musicie jednak Państwo pamiętać, że produkcja filmu to skomplikowany proces i trwa on nierzadko kilka lat. Zwłaszcza jeśli liczyć od napisania scenariusza do premiery kinowej danego obrazu. To co więc dzisiaj jawi się jedynie jako drobne wahnięcie na skali, może oznaczać de facto o wiele poważniejsze kłopoty. Tylko jeszcze tego statystyki nie wychwytują. A już tak na marginesie, zaznaczę jeszcze że w 2007 roku najpopularniejszym europejskim filmem był brytyjski "Harry Potter i Zakon Feniksa". Jak na razie nie słyszałem o żadnej takiej lokomotywie zaplanowanej na ten rok.

Na pewno taką lokomotywą nie będzie film Daniela Olbrychskiego o Jedwabnem. Nie może zresztą być, bo do jesieni ma powstać dopiero jego scenariusz. Jeszcze go nie ma i nie wiadomo nawet kto go napisze. Aktor dopiero zaproponował kilku znajomym pisarzom jego stworzenie. Nie powinno być z tym problemu, bo masakra Żydów w 1941 roku to temat w miarę na czasie. Swoją drogą, ciekaw jestem tego filmu i tego w którym kierunku pójdzie z nim Daniel Olbrychski. Bo żeby nikogo nie urazić będzie musiał nieźle się nakombinować. No, chyba że postawi sprawę na ostrzy noża i nie będzie się przejmował niczyim zdaniem. A wtedy byłoby dopiero ciekawie…

Przemysław Ziółek

Zarejestruj się Skomentuj artykuł