Teksty autorskie

Przemysław Ziółek:

Rewolucja w Muzeum

Tytuł dzisiejszego felietonu intryguje. Nieprawdaż? Na pewno zaintrygował dziennikarzy zaproszonych przez ministra kultury na konferencję prasową poświęconą najbliższej przyszłości Muzeum Narodowego w Warszawie. Bo na zaproszeniu widniał właśnie taki tytuł. Ot, fajerwerk marketingowy. A czy coś...

Komentarze (0)

Przemysław Ziółek:

Przyszły tłumy… ale wielkie zaskoczenie

Za nami kolejna Noc Muzeów. Spotkania organizowane w Polsce po raz piąty, a w Europie – dwunasty nie odkryły niczego specjalnego. Znaczy nie odkryły niczego specjalnego z socjologicznego punktu widzenia. Bo z punktu widzenia osoby, która chce pogłębiać swoją wiedzę z historii...

Komentarze (0)

Anna Frontczak:

Wymagania od kandydatów na amerykańską uczelnię

Słowa wybitnego średniowiecznego filozofa Augustyna „Rób, co chcesz” nie oznaczają egoistycznej postawy do świata i innych ludzi. Dla niego miłość jest uczuciem nadrzędnym, a ponieważ kojarzy się ona z dobrem, to życie przepełnione miłością, bez względu na to, co się w nim robi, musi być, przede...

Komentarze (0)

Monika Lewińska:

Polityka jest kobietą

Początek końca systemu edukacji? Przez lata, maj i kwitnące kasztany kojarzyły się z trudnym, ale i pięknym okresem wkraczania w dorosłość – zdawaniem egzaminów maturalnych. Od kilku lat ta pora zaczyna przybierać ciemniejsze barwy, bo matury staja się coraz częściej...

Komentarze (0)

Anna Frontczak:

Mama to jeden z najlepszych przyjaciół dla wielu z nas wspierający nas w dalszej edukacji

Dzień Matki to święto macierzyństwa i kobiecości. Święto to posiada bardzo głęboką tradycję sięgającą jeszcze starożytnych Rzymian i Greków. Kultem otaczane były Matki Boginie, będące symbolem płodności i urodzaju, początkiem wszelkiego życia. Prym wiodła Rea, żona Kronosa, która...

Komentarze (0)

Archiwum \ 2008-05-22 \ Przyszły tłumy… ale wielkie zaskoczenie

Przemysław Ziółek
Przemysław Ziółek : Przyszły tłumy… ale wielkie zaskoczenie

[May 27, 03:32 PM]

Za nami kolejna Noc Muzeów. Spotkania organizowane w Polsce po raz piąty, a w Europie – dwunasty nie odkryły niczego specjalnego. Znaczy nie odkryły niczego specjalnego z socjologicznego punktu widzenia. Bo z punktu widzenia osoby, która chce pogłębiać swoją wiedzę z historii sztuki, każda wizyta w muzeum jest ciekawa. A zwłaszcza ta odbywająca się w niecodziennej scenerii, czy o dziwnej porze. A tak właśnie jest z Nocą Muzeów. Jak sama nazwa wskazuje, zwiedzanie muzeów, galerii i innych miejsc w których można obcować z kulturą odbywa się w nocy, od 19.00 do 1.00 dnia następnego. Bezpłatne wejściówki do wszystkich udostępnianych miejsc sprawiają, że Noc Muzeów cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Hola, hola. Czy aby na pewno chodzi tylko o bezpłatne wejściówki? Czy nie stać nas na wydatek tych kilku złotych? Osobiście śmiem twierdzić, że poza nielicznymi wyjątkami raz w roku kupno biletu do muzeum to nie jakieś wielkie obciążenie dla domowego budżetu. Co więc przyciąga rzesze do muzeów i galerii w ten jeden dzień w roku? Dokładnie to co wcześniej nazwałem niczym ciekawym z socjologicznego punktu widzenia. Trochę to zawiłe dlatego już tłumaczę o co mi chodzi. W ten jeden dzień w roku muzea otwierają swoje bramy przed miłośnikami sztuki wieczorem. Już samo obcowanie z kulturą w takiej scenerii sprawia, że aż się chce iść wtedy do muzeum. Widzieć coś co jest zazwyczaj zamknięte, odkrywać tajemnicę (nawet tę tylko pozorną), dążyć do zgłębienia jakichś niepojętych prawd… to coś czym można wytłumaczyć tak wielkie zainteresowanie Nocą Muzeów. To po pierwsze. Po drugie – i to chyba przede wszystkim napędza te wszystkie tłumy – w ten jeden wieczór w roku wiele muzeów przemienia się z kamiennych molochów w miejsce, w którym naprawdę obcuje się ze sztuką. Takie na przykład kierownictwo (i sami pracownicy, rzecz jasna) warszawskiego Muzeum Przemysłu stwierdziło, że nic bardziej nie może zachęcić warszawiaków do odwiedzenia ich placówki niż możliwość asystowania podczas wypalania w piecu glinianym modelu motocykla Sokół 600. Co prawda asystować przy uzdatnianiu wody nie można było w warszawskich wodociągach, ale za to firma po raz pierwszy w swojej historii pozwoliła zwiedzać filtry w nocy. W Białymstoku też był specjalny program uświetniający tę noc. Chętni mogli wziąć udział w zajęciach z origami. Wrocław – tu z kolei jedyne w Polsce Muzeum Architektury pokazało eksponaty, które jeszcze nigdy nie były pokazywane szerokiemu odbiorcy. To tylko przykłady, bo na podobne pomysły wpadali kustoszowie niemal w całej Polsce. Prawda, że ciekawie? Rzeczywiście, z socjologicznego punktu widzenia trudno się dziwić, że w ten wieczór przed muzeami i galeriami stały długie kolejki chętnych do ich odwiedzenia. Przecież mając do wyboru wkuwanie dat na pamięć i czytanie nudnych opisów wydarzeń historycznych lub uczestnictwo w ciekawym spektaklu o tych wydarzeń, chyba każdy wybierze tę drugą, bardziej atrakcyjną formę przyswojenia wiedzy. I jestem w stanie założyć się nawet o jakieś pieniądze, że gdyby w Noc Muzeów obowiązywał cennik zwiedzania jak w każdy inny dzień, tłumy byłyby równie duże. Dlaczego? Bo według mnie, to nie bezpłatna możliwość zwiedzenia miejsc kultury zachęca Polaków do ich odwiedzenia. Jestem przekonany, że stoi za tym właśnie ciekawy program prezentowany przez tych kilka godzin. Inny kąt pokazania eksponatu, umiejscowienie go w kontekście historycznym, czy nawet próba użycia go raz jeszcze jak było to w przypadku pieca glinianego i modelu motocykla Sokół. I tylko za każdym razem gdy widzę te tłumy przed muzeami zastanawiam się, dlaczego tak rzadko muzealnicy otwierają się na te potrzeby. Czy nie można byłoby organizować takich wieczorno-nocnych seansów na przykład raz w miesiącu? W aquaparkach w miarę regularnie odbywają się takie sesje o niecodziennych porach. Czym różnią się muzea od skupisk basenów? Z marketingowego i – że tak powiem – handlowego punktu widzenia niczym. A jednak jedni mogą starać się o względy klienta, a drudzy każą się błagać o to by łaskawie chcieli zauważyć te potrzeby.

Z filmem już tak nie jest. Film nie każe się błagać, by zauważył potrzeby widzów. On im wychodzi naprzeciw. Doskonałym tego przykładem jest osoba zmarłej niedawno Ireny Sendlerowej. Po jej śmierci historia uratowanie 2,5 tysiąca żydowskich dzieci z warszawskiego getta na nowo ożyła. Pisało się o niej, mówiło i dyskutowało. Reakcja ze strony filmowców była natychmiastowa. Pani Irena nie żyje od nieco ponad tygodnia, a już świat obiegła informacja, że niebawem rozpoczną się zdjęcia do trzech filmów opisujących ten jej bohaterski wyczyn. Życie nie znosi pustki. W tym przypadku szybko zostanie ona zagospodarowana. Jeden z nich, z premierą wiosną przyszłego roku, dla stacji Hallmark nakręci John Kent Harrison. Zdjęcia do drugiego, polskiego filmu "Matka Joanna od dzieci", ruszą jesienią tego roku (główna rola przypadnie Magdalenie Różczce). Już powoli przygotowuje się do wcielenia w Irenę Sendlerową także Angelina Joli. Co prawda jeszcze nie wiadomo, które hollywoodzkie studio zdecyduje się przenieść na ekran opowieść o uratowaniu tysięcy dzieci, ale zapewne niebawem się tego dowiemy. W końcu dobry temat to połowa sukcesu, a w tym przypadku nie ma chyba najmniejszych wątpliwości że z takim właśnie mamy do czynienia. Skoro „Lista Schindlera” Stevena Spielberga cieszyła się ogromnym powodzeniem, to co dopiero będzie w tym przypadku. Po pierwsze – tego heroicznego czynu dokonała kobieta, po drugie – Oskar Schindler uratował 1100 osób, a Irenie Sendlerowej życie zawdzięcza ponad 2,5 tysiąca ówczesnych dzieci. Naprawdę, zdziwię się jeśli film nie stanie się przebojem kinowym. Oczywiście, możemy obruszać się, że ta historia to coś więcej niż hit kinowy. Że to coś o wiele głębszego. Naturalnie. Ale pamiętajmy też w jakiej żyjemy rzeczywistości. Lepiej aby takie wydarzenia trafiły na ekran, niżby miały przepaść gdzieś w odmęcie historii.

Na zakończenie jeszcze dobra wiadomość z Londynu. O tym, że polska kultura coraz lepiej sobie radzi w Wielkiej Brytanii pisałem już jakiś czas temu. Teraz mamy na to niepodważalny dowód. Małgorzata Macuga (znana w Londynie jako Goshka Macuga) znalazła się w czwórce artystów nominowanych przez londyńską Tate Gallery do prestiżowej Nagrody Turnera. Nagrodę przyznawaną w dziedzinie sztuk plastycznych może otrzymać za to że – jak to ujęła kapituła nagrody – w swych instalacjach rzeźbiarskich łączy role kolekcjonera i artysty. Instalacje to połączenia starych książek, pamiątek i prac wykonanych przez innych artystów. Czy otrzyma nagrodę dowiemy się 1 grudnia. Trzymamy chyba za nią kciuki, no nie?

Przemysław Ziółek

Zarejestruj się Skomentuj artykuł